Witam się z Wami pod koniec roku 2016. Roku, który utwierdził mnie w tym, że życie tak naprawdę nie jest bajką. Mimo to było wiele cudownych chwil, których nie zapomnę.
W sierpniu moje największe cudo skończyło rok. Mimo tego, że było naprawdę gorąco, duszno i ociężale to wszyscy bawili się świetnie. Julka swój tort jadła samodzielnie, ale nie rękami. Pakowała wszystko od razu do buzi. Śmiesznie to wyglądało. Ale przecież brudne dziecko to szczęśliwe dziecko.
We wrześniu zaczęła chodzić. Nie obyło się bez naszego płaczu, oczywiście ze szczęścia. Niedźwiedź był i jest bardzo dumny. Jula od tamtej pory bardzo się usamodzielniła, ale też stała się bardzo nieusłuchana. To mały człowiek - demolka.
W listopadzie Julę dopadło zapalenie oskrzeli, szybko się wyleczyła. Za to ja zarażając się od niej doprowadziłam się do okropnego stanu, mianowicie do zapalenia płuc. Tak więc moje urodziny (19 listopad) nie były zbyt fajne, mimo tego, że spędzaliśmy je w większym gronie. Pomimo dwóch antybiotykoterapii kaszel jest do tej pory. Pojawił się też kolejny problem po drodze niecały tydzień temu - zapalenie okostnej. Od tamtej pory musiałam zacząć brać o wiele silniejszy antybiotyk, przez co musiałam Księżniczkę odstawić od piersi.
Myślałam, że to będzie katorga. Spodziewałam się terroru i ciągłego płaczu. Najgorsza była oczywiście pierwsza noc. Budzenie się co chwilę z płaczem, na szczęście wystarczyło tylko się poprzytulać i była chwila spokoju. Ja oczywiście tej nocy nie mogłam spać z bólu. Następne dwie noce były o wiele lepsze, budziła się tylko 3 razy przez całą noc. Teraz jest luksus - nie budzi się w ogóle! Jestem z niej bardzo dumna! Najwyraźniej dorosła już do tego momentu i odstawienie nie było problemem.
Teraz pozostaje nam pożegnać ten rok i przywitać 2017, który mam nadzieję będzie jeszcze lepszy niż 2016. Życzę Wam cudownie spędzonego Sylwestra i może nie idealnego roku 2017, ale takiego jaki Wam się marzy.
czwartek, 29 grudnia 2016
Dluuuga nieobecność.
środa, 1 czerwca 2016
Krótko i na temat.
Dziś była kontrolna wizyta u nefrologa. Udało nam się trafić tak, że byliśmy pierwsi w kolejce.
Wszystko jest w porządku, Lula ma wszystko zdrowe i kolejną wizytę kontrolną mamy w sierpniu. Oby dalej było dobrze.
Teraz Jula jest usypiana na drzemkę, ale jak zwykle zamiast spać to są wygłupy.
poniedziałek, 30 maja 2016
Dół.
Czasem zastanawiam się co mogłabym zmienić w swoim życiu, bo gdy widzę (np na instagramie) jak wszyscy są cudowni, mają się świetnie, a ich życie jest idealne to najzwyczajniej w świecie zazdroszczę.
I teraz jest jedno wielkie przemyślenie - co mogłabym zmienić w swoim życiu żeby czuć się idealnie (idealnie to może za dużo powiedziane - niech będzie ... dobrze). Dziecko mam cudowne, co tu więcej mówić, każda mama wie o co mi chodzi (a jak nie jesteś mamą to wiedz, że każde dziecko jest cudowne dla swojej mamy). Męża też mam świetnego, chociaż muszę go jeszcze podszkolić w pewnych sprawach ... (nie w tych zboczuchy ). No i teraz jest pod górkę.
Mój wygląd ... Okropny. Bardzo źle się czuję w swoim ciele (z resztą jak jedna z wielu kobiet). Czas wziąć się za siebie i zrzucić zbędne kilogramy, zadbać o siebie (choć nie mam nawet czasu na pomalowanie paznokci przy tym małym rozbójniku jakim jest Lula).
Następny problem - pomysł na życie. Sama nie wiem co mam robić w swoim życiu prócz mamowania. Przydałoby się znaleźć jakieś hobby (fajnie by było jakby z tego też był zarobek).
No i oczywiście problem z brakiem zarobków (tak, tylko mężuś pracuje, bo mnie wywalono na zbity pysk - zapytaj to Ci opowiem).
Tak ogólnie to przydałaby się jakaś wygrana w totka (każdy tak mówi).
Cóż, moje życie chyba nigdy nie będzie na tyle dobre żeby mnie zadowolić.
Dobranoc.
piątek, 25 marca 2016
Zaraz Wielkanoc.
Znów nie uzupełniłam braków w blogu. Czas zrobić to teraz.
Jula niedawno skończyła 7 miesięcy i oczywiście im starsza tym większe urwanie głowy.
Zaczęło się od choróbska. Rozchorowała się bidulka i trzeba było rozpocząć wielkie leczenie. Inhalacje, leki i płacz. Ból gardła i okropny kaszel nie chciały odpuścić. W końcu po dwóch tygodniach udało się pożegnać choróbsko, ale ... tylko u Juli. Razem z nią chorował Niedźwiedź przez prawie miesiąc. Mnie też musiało złapać. Na szczęście już mamy spokój.
Tak jak planowaliśmy, byliśmy u nefrologa. Układ moczowy bez zarzutów. Za to Pani doktor stwierdziła, że Jula jest przeraźliwie chuda. Fakt, przez chorobę schudła, ale przecież to normalne. Zrobiono jej kompleksowe badania krwi. Niestety nie obeszło się bez pobierania z główki. Serce mnie bolało jak patrzyłam na to i słuchałam jej płaczu wołającego o pomoc. Musiałyśmy to przeboleć. Wyniki ku zaskoczeniu Pani doktor są idealne. W końcu mamy spokój od gadania innych, że pewnie na coś chora, bo taka chuda. Na tą chwilę waży 6 kg. Taki już jej urok! Kocham ją taką jaka jest. Jakby była pulpecikiem kochałabym ją równie mocno. Dla mnie nie ma różnicy czy jest chuda, gruba, długa, czy krótka. Dla mnie zawsze będzie najpiękniejsza i najkochańsza. Nie zamieniłabym tych chwil spędzonych z nią (nawet jeśli te chwile wiele razy były spędzane u lekarzy). Tak więc wizytę kontrolną u nefrologa mamy 1 czerwca.
Dwa tygodnie temu Potworkowi wyszedł pierwszy ząbek, a kilka dni później drugi i chyba do wyjścia szykują się kolejne.
Jula mówi już 'tata' nie tylko jak woła Niedźwiedzia, ale też jak się ją poprosi. Tatuś jest bardzo dumny i wszystkim się chwali. Ja też jestem bardzo dumna, w końcu to mój mały Skarb.
Mieliśmy na Wielkanoc jechać do mojej mamy, ale niestety to nie wypaliło, bo Niedźwiedź nie dostał wolnego. Ma nocki i oczywiście nikogo na zastępstwo. Szkoda, bo już tak się cieszyłam, że w końcu zobaczę swoją rodzinkę. Cóż, tak musiało być i zostaniemy w domu.
piątek, 5 lutego 2016
Wielka ulga.
Po długiej nieobecności czas nadrobić.
Tak więc po antybiotykoterapii infekcja minęła, a po bakterii ani śladu. Jula została zaszczepiona, hematolog odwołany. Teraz tylko czekamy na wizytę u nefrologa. Oby było wszystko w porządku.
Walentynki spędzone rodzinnie. Było świetnie.
Moje postanowienie od dziś. Wyrzucenie słodyczy z jadłospisu. Ciekawe jak długo wytrzymam. Oby jak najdłużej!
poniedziałek, 1 lutego 2016
Dość.
Urwanie głowy. Prawie dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że Jula ma bakterię E.Coli w moczu i infekcję układu moczowego. Antybiotyk ... Nefrolog dopiero w połowie marca ... Brak mi już sił, nie potrafię zebrać myśli do kupy. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ma wrodzoną wadę układu moczowego i jest refluks przez to. Zazwyczaj z tego powodu bierze się ta bakteria w moczu. Takie jest przypuszczenie pediatry, ale tylko nefrolog będzie mógł nam pomóc.
W sobotę Jula dostała ostatnią dawkę antybiotyku, który miałam podawać 10 dni. Przez te 10 dni bardzo się zmieniła, stała się nerwowa, płaczliwa i senna. Probiotyk cały czas jej daję. Boję się, że antybiotyk ją wyniszczył na tyle, że coś może być nie tak. W środę idziemy do pediatry po skierowania na badania. Jestem ciekawa czy ta infekcja przeszła.
Jest tyle zmartwień, że powoli nerwy puszczają, do tego problemy finansowe. Nic tylko usiąść i płakać.
Tego dnia, gdy dowiedzieliśmy się co z Julą skończyła 5 miesięcy. Jest coraz bardziej rozumna, układa sobie dwusylabowe słowa, choć nieświadomie to gdy jest smutna woła 'mama'. Jest naprawdę cudowna zwłaszcza gdy się zawstydza. To takie urocze. Jak biorę ją na ręce to się wtula. Uwielbiam to.
Nie ma co się rozpisywać, czas wracać do rzeczywistości i zająć się wszystkim co trzeba.
środa, 13 stycznia 2016
Nareszcie!
Dzisiejsza wizyta u pediatry świetna. Jula ma czyste płucka i ładne gardło. Zostałyśmy pochwalone za skórę i za duże postępy w rozwoju. Waga też nie jest taka zła, bo 5,5 kg. I teraz najważniejsze - jutro idziemy pobrać krew zobaczyć jak tam płytki krwi, a we wtorek w końcu na szczepienie. Stwierdzono, że możliwe, że Myszka juz tak po prostu ma. Oby.
25 stycznia alergolog
22 lutego hematolog
23 lutego USG bioderek.
Jeszcze neurolog do umówienia.
Aż się boję. Brrr.
piątek, 8 stycznia 2016
Brak czasu.
Ostatnio jakoś tak brakuje mi na wszystko czasu.
Po tej przerwie świątecznej i zagmatwanym tygodniom ze świętami czas na załatwianie lekarzy dla Kruszyny. Aż mnie krew zalewa na myśl o użeranie się z niemiłymi babeczkami w rejestracji. Ale cóż, czego się nie robi dla najbliższych.
Myszce powoli przechodzi ten nieszczęsny katar (była przeziębiona w Sylwestra). Może w końcu zacznie więcej jeść.
Kupiliśmy też łóżeczko, bo kołyski nienawidziła. Teraz przyzwyczajamy do osobnego spania. Całkiem dobrze jej to idzie, chociaż nad ranem chce już do naszego łóżka. Ale i tak jestem z niej dumna.
niedziela, 3 stycznia 2016
Podsumowanie roku.
Było dużo niepewności, strachu, ale jeszcze więcej miłości. Nasz ślub i narodziny Julii to najpiękniejsze doświadczenia jakie mogły mnie spotkać.
Doceniłam kruchość naszego życia, jak ważne jest zdrowie i ile bym zrobiła żeby moi najbliżsi to zdrowie mieli.
Przede wszystkim nasz maleńki Skarb - Julia. Ona jest teraz dla nas najważniejsza, a jej zdrowie jeszcze bardziej. Chciałabym żeby zakończyły się już te ciągłe problemy, badania, niepewność. Chciałabym żebyśmy w końcu zaznali spokoju i mieli o jeden wielki problem mniej.
Nie wiem jak opisać ten rok, mogę jedynie powiedzieć, że był pełen emocji, cudowny i bardzo trudny. Wiele nowych doświadczeń, wiele upadków, ale jeszcze więcej wzlotów.
Mam nadzieję, że ten rok będzie jeszcze lepszy.
niedziela, 27 grudnia 2015
Wybaczcie.
Myślę, że odpowiedni post pojawi się w sylwestra lub dzień później w celu podsumowania całego roku.
czwartek, 17 grudnia 2015
Nadzieja za nadzieją.
Widać po niej, że ma już dość. Okazuje sporo nerwów, pewnie też przez to, że my się stresujemy.
Dziś znów się ważyliśmy, Jula oczywiście dalej jest poza dolną granicą siatki centylowej. Kaszkę dostaje codziennie już od tygodnia, a w wigilię zje przy wigilijnym stole swoją pierwszą marcheweczkę. Już nie mogę się doczekać.
Mimo to jest naprawdę wesołym dzieckiem. Tydzień temu pierwszy raz zaśmiała się, śmiała się razem z nami. Mało brakowało żebyśmy się popłakali ze szczęścia. Kolejną nową umiejętnością Kruszyny jest puszczanie baniek ze śliny i plucie nią w trakcie 'mówienia'. Coraz więcej z nami 'rozmawia', z radości macha rączkami i nóżkami. Łapie się również za nasze palce i próbuje się podnieść do pozycji siedzącej.
Cudownie patrzeć jak ta nasza Myszka tak świetnie sobie radzi i rozwija się prawidłowo.
sobota, 12 grudnia 2015
Niewiadoma.
Pediatra zaleciła robienie kaszek na mleku modyfikowanym. Jula bardzo zadowolona.
Nie będę się dużo rozwijać. Mam jakieś gorsze dni, oby choróbsko mnie nie złapało.
środa, 9 grudnia 2015
Znów pod górkę.
Dodatkowo Kruszyna znów za mało przybrała na wadze. Tak więc zmieniamy mleko którym mamy dokarmiać i na tym mleku mamy robić kaszki. Zobaczymy co z tego będzie.
Z racji tego, że nie wiadomo co tak psuje krew Myszki dostałyśmy skierowanie do hematologa. Ciekawe co tam nam powiedzą.
Byliśmy też dziś załatwić alergologa. Nie musiałam się dużo rozwijać, lekarz od razu powiedział żebyśmy przyszli w piątek.
Boję się tego wszystkiego, bardzo boję. Ale robię to dla tej małej istotki, która zdana jest tylko na nas, to my decydujemy co stanie się z jej życiem. Bardzo chcemy jej pomóc, bo to nasz Mały Wielki Skarb, którego za nic w świecie nie zamieniłabym na 'lepszy model'. Jestem matką, dumna mamą Julii, którą kocham nad życie i swe życie dla niej bym oddała!
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Tak! Tak! Tak!
Weszliśmy do gabinetu, rozebrałam Kruszynę i położyłam. Lekarz już idąc do niej powiedział, że jest zdrowa. Doktor sprawdzał wszystko, czy trzyma główkę, jakie ma odruchy. A Jula - ją to bawiło, uśmiechała się, zaczepiała.
Jesteśmy z niej tacy dumni! Ulga i szczęście, to emocje jakie dziś nas trzymają.
Dostaliśmy zezwolenie na szczepienie, więc w środę się wybierzemy. Zobaczymy tylko jak wyniki morfologii.
Jestem pozytywnie nastawiona na środę. Oby było dobrze.
A smoczek? Smoczek dalej jest męczony, tak się cieszę, że aż nie wiem co dalej pisać.
niedziela, 6 grudnia 2015
Mała pomoc.
Walczę i walczę z ssaniem kciuka u Juli i powoli zaczyna mi się to udawać. Smoczek wchodzi do gry! Coraz częściej go chce i z nim zasypia. Tak się cieszę, że w końcu się przekonała co do niego.
piątek, 4 grudnia 2015
Problemów ciąg dalszy.
Niestety od wczoraj znowu ma ataki bólu i jest bardzo niespokojna. Tym razem przypuszczam, że brzuszek. Robimy masaże, niestety przechodzi tylko na chwilkę.
Jest dopiero połowa dnia, a ja mam już dość. Zmęczenie zaczyna wychodzić. Jak narazie mam wolną chwilkę od płaczu, ciekawe na jak długo ...
poniedziałek, 30 listopada 2015
Co za ludzie.
Kruszyna nie gorączkuje, nie ma biegunki, kataru, czy kaszlu, nie zachowuje się jakby brzuszek ją bolał. Ostatnio jej wkładanie rączek do buzi zamieniło się w pchanie i gryzienie z całej siły, wiec pomyślałam - zęby. Opuchlizny ani zaczerwienienia nie ma, ale warto wybrać się dla pewności, człowiek zawsze może dowiedzieć się czegoś ciekawego.
Tak więc powiedziałam tej kobiecie co mnie martwi i co podejrzewam. Ona to kompletnie olała! Zaczęła mi w kółko powtarzać o alergii Myszki, jakbym nie wiedziała, że ją ma i jak się z tym obchodzić. Zaglądała Juli do buzi, ale nie w celu sprawdzenia dziąseł, tylko żeby sprawdzić gardło i stwierdziła, że nie wie co ją boli. W takim razie zapytałam o jakieś badania żeby zleciła i usłyszałam "Ale po co?". Szok i niedowierzanie! Zabrałam Julę i wyszłam z gabinetu tego potwora.
Po powrocie do domu zeszły ze mnie emocje, rozpłakałam się. Niedźwiedź nie wiedział co robić, bo i ja i Jula płakałyśmy. Jak człowiek ma dbać o dobro dziecka, skoro nasza cudowna Służba Zdrowia ma gdzieś pacjentów?
Pediatra, która się zajmuje Julą (Jula ją uwielbia) niestety przyjmuje tylko w środy. Na pewno się do niej wybierzemy.
Kruszyna czuje się troszkę lepiej, nie musiałam jej podawać syropu i teraz smacznie sobie śpi. Oby w nocy nie było ekscesów.
sobota, 28 listopada 2015
Coraz trudniej.
Z racji tego, że fundusze w przychodniach już się pokończyły to musiałam wybłagać neurologa żeby nas przyjął, bo bez jego opinii nie mogą zaszczepić Juli. Na szczęście mamy pilne skierowanie i przyjmie nas, no ale ... w Katowicach. Dobre i to.
Niestety trzeba będzie zapisać się też do alergologa, bo tylko z jego zaświadczeniem pediatra może dać receptę ze zniżką na mleko.
Myszka jest coraz bardziej niespokojna, ostatnio też dlatego, że Niedźwiedź chodził przez tydzień na nocki. Nie chciała w nocy spać, prawie cały czas płakała. Niedźwiedź tylko wraca z pracy i ona idzie spać. Ach, Córeczka Tatusia.
W przyszłym tygodniu znów idziemy na pobranie krwi i jeśli dobrze pójdzie to 9.12 będzie w końcu szczepienie.
Boli mnie to, że jest tyle razy kłuta, bo za każdym razem jest coś nie tak. Mam nadzieję, że po szczepieniu będzie już z górki.
Mimo nerwów, płaczu, smutku i zmęczenia kocham ją nad życie. Ta cudowna istotka rozjaśnia nasze życie każdego dnia coraz bardziej. Jej uśmiech rozwiewa wszystkie zmartwienia.
Muszę się pochwalić, bo Jula ostatnio coraz więcej gaworzy, cudownie tak ją słuchać. Bardzo często siedzimy wszyscy razem i rozmawiamy sobie na Julkowe tematy.
piątek, 20 listopada 2015
Cóż.
Na szczęście Jula rozświetla wszystkie te szare i okropne dni. Jej uśmiech i radość łapie za serce.
Dziś kończy już 3 miesiące. Nie wiem kiedy to minęło. Mam wrażenie jakby urodziła się dopiero kilka dni temu. Kochamy ją nad życie i z każdym dniem coraz mocniej. Nie mogę się doczekać aż zacznie się śmiać.
środa, 18 listopada 2015
Pod górkę.
Jula dalej za mało przybiera na wadze, przez to nie ma siły na ćwiczenie kręgosłupa. Jeśli przez tydzień waga się nie poprawi to niestety będziemy musieli ją dokarmiać. Martwi mnie to, bo może być troszkę opóźniona w rozwoju. Na szczęście psychicznie rozwija się książkowo. Zostałyśmy pochwalone za lepszy wygląd skóry. Wszystko dzięki temu, że dostaje Fenistil i jest smarowana Cetaphilem MD Dermoprotektor.
Co się polepszy to co innego musi być nie tak. Zawsze pod górkę, na szczęście jestem zdeterminowana i nie odpuszczę. W końcu walczę o zdrowie mojego małego Skarba.
Jutro mam urodziny, a tyle wizyt u lekarzy. Nie będzie czasu nawet na to, żeby usiąść. Pewnie zapomnę całkowicie o tych urodzinach, no chyba, że Niedźwiedź mi przypomni.
Nie wolno mi się załamać. Nie dam się!