czwartek, 17 grudnia 2015

Nadzieja za nadzieją.

Aż nie wiem co napisać, bo jestem tak rozbita. W poniedziałek pobieraliśmy krew Kruszynie, dziś znowu. Ona się tym męczy, a my razem z nią. Najgorsze jest to, że gdy przyglądamy się tym wynikom morfologii to wszystko jest praktycznie takie samo. Praktycznie nic się nie zmienia, to są 'groszowe' różnice. I w tym problem ... W niedługim czasie będziemy załatwiać wizytę u hematologa. Może on rozwiąże nasz problem. Może w końcu dowiemy się co podwyższa ilość tych płytek krwi i może w końcu dostaniemy pozwolenie na zaszczepienie Myszki.
Widać po niej, że ma już dość. Okazuje sporo nerwów, pewnie też przez to, że my się stresujemy.
Dziś znów się ważyliśmy, Jula oczywiście dalej jest poza dolną granicą siatki centylowej. Kaszkę dostaje codziennie już od tygodnia, a w wigilię zje przy wigilijnym stole swoją pierwszą marcheweczkę. Już nie mogę się doczekać.
Mimo to jest naprawdę wesołym dzieckiem. Tydzień temu pierwszy raz zaśmiała się, śmiała się razem z nami. Mało brakowało żebyśmy się popłakali ze szczęścia. Kolejną nową umiejętnością Kruszyny jest puszczanie baniek ze śliny i plucie nią w trakcie 'mówienia'. Coraz więcej z nami 'rozmawia', z radości macha rączkami i nóżkami. Łapie się również za nasze palce i próbuje się podnieść do pozycji siedzącej.
Cudownie patrzeć jak ta nasza Myszka tak świetnie sobie radzi i rozwija się prawidłowo.

sobota, 12 grudnia 2015

Niewiadoma.

Wczorajsza wizyta u alergologa pozostawiła po sobie wiele pytań. Na tą chwilę mamy wybrać się w poniedziałek na pobranie krwi w celu sprawdzenia mocy alergenu jaki męczy naszą Królewnę. W czwartek kolejna morfologia, już mnie to wykańcza, a co dopiero Myszkę.
Pediatra zaleciła robienie kaszek na mleku modyfikowanym. Jula bardzo zadowolona.
Nie będę się dużo rozwijać. Mam jakieś gorsze dni, oby choróbsko mnie nie złapało.

środa, 9 grudnia 2015

Znów pod górkę.

Byłyśmy dziś u pediatry w celu zaszczepienia Juli. Juz miałam nadzieję, bo w końcu u neurolog powiedział, że widać już z daleka, że dziecko zdrowe. A tu bum! Wyniki morfologii wywiały myśl o szczepieniu. Płytek krwi dalej za dużo i co najgorsze jak tak dalej będzie to do anemii jest bardzo blisko. W przyszły czwartek znowu kłujemy na morfologię.
Dodatkowo Kruszyna znów za mało przybrała na wadze. Tak więc zmieniamy mleko którym mamy dokarmiać i na tym mleku mamy robić kaszki. Zobaczymy co z tego będzie.
Z racji tego, że nie wiadomo co tak psuje krew Myszki dostałyśmy skierowanie do hematologa. Ciekawe co tam nam powiedzą.
Byliśmy też dziś załatwić alergologa. Nie musiałam się dużo rozwijać, lekarz od razu powiedział żebyśmy przyszli w piątek.
Boję się tego wszystkiego, bardzo boję. Ale robię to dla tej małej istotki, która zdana jest tylko na nas, to my decydujemy co stanie się z jej życiem. Bardzo chcemy jej pomóc, bo to nasz Mały Wielki Skarb, którego za nic w świecie nie zamieniłabym na 'lepszy model'. Jestem matką, dumna mamą Julii, którą kocham nad życie i swe życie dla niej bym oddała!

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Tak! Tak! Tak!

Mieliśmy na dziś umówioną wizytę u neurologa dziecięcego. Pojechalismy do Katowic z nadzieją, że będzie dobrze.
Weszliśmy do gabinetu, rozebrałam Kruszynę i położyłam. Lekarz już idąc do niej powiedział, że jest zdrowa. Doktor sprawdzał wszystko, czy trzyma główkę, jakie ma odruchy. A Jula - ją to bawiło, uśmiechała się, zaczepiała.
Jesteśmy z niej tacy dumni! Ulga i szczęście, to emocje jakie dziś nas trzymają.
Dostaliśmy zezwolenie na szczepienie, więc w środę się wybierzemy. Zobaczymy tylko jak wyniki morfologii.
Jestem pozytywnie nastawiona na środę. Oby było dobrze.
A smoczek? Smoczek dalej jest męczony, tak się cieszę, że aż nie wiem co dalej pisać.

niedziela, 6 grudnia 2015

Mała pomoc.

Walczę i walczę z ssaniem kciuka u Juli i powoli zaczyna mi się to udawać. Smoczek wchodzi do gry! Coraz częściej go chce i z nim zasypia. Tak się cieszę, że w końcu się przekonała co do niego.

piątek, 4 grudnia 2015

Problemów ciąg dalszy.

Wczoraj byłyśmy na pobieraniu krwi. Kruszyna tylko chwilkę popłakała, byłam z niej taka dumna.
Niestety od wczoraj znowu ma ataki bólu i jest bardzo niespokojna. Tym razem przypuszczam, że brzuszek. Robimy masaże, niestety przechodzi tylko na chwilkę.
Jest dopiero połowa dnia, a ja mam już dość. Zmęczenie zaczyna wychodzić. Jak narazie mam wolną chwilkę od płaczu, ciekawe na jak długo ...

poniedziałek, 30 listopada 2015

Co za ludzie.

Ach ten nasz Bąbel. Od jakiegoś czasu Jula jest niespokojna, a od kilku dni momentami popada w amok, jakby ktoś z niej skórę zdzierał. Widać po niej, że coś ją boli. Nie pomaga tulenie, jedzenie, nic ... prócz leków przeciwbólowych. Niepokoi mnie to, więc nie miałam wyboru i musiałam się wybrać do pediatry, niestety to tej, za którą nie przepadam. To co usłyszałam i jak nas potraktowano przechodzi ludzkie pojęcie.
Kruszyna nie gorączkuje, nie ma biegunki, kataru, czy kaszlu, nie zachowuje się jakby brzuszek ją bolał. Ostatnio jej wkładanie rączek do buzi zamieniło się w pchanie i gryzienie z całej siły, wiec pomyślałam - zęby. Opuchlizny ani zaczerwienienia nie ma, ale warto wybrać się dla pewności, człowiek zawsze może dowiedzieć się czegoś ciekawego.
Tak więc powiedziałam tej kobiecie co mnie martwi i co podejrzewam. Ona to kompletnie olała! Zaczęła mi w kółko powtarzać o alergii Myszki, jakbym nie wiedziała, że ją ma i jak się z tym obchodzić. Zaglądała Juli do buzi, ale nie w celu sprawdzenia dziąseł, tylko żeby sprawdzić gardło i stwierdziła, że nie wie co ją boli. W takim razie zapytałam o jakieś badania żeby zleciła i usłyszałam "Ale po co?". Szok i niedowierzanie! Zabrałam Julę i wyszłam z gabinetu tego potwora.
Po powrocie do domu zeszły ze mnie emocje, rozpłakałam się. Niedźwiedź nie wiedział co robić, bo i ja i Jula płakałyśmy. Jak człowiek ma dbać o dobro dziecka, skoro nasza cudowna Służba Zdrowia ma gdzieś pacjentów?
Pediatra, która się zajmuje Julą (Jula ją uwielbia) niestety przyjmuje tylko w środy. Na pewno się do niej wybierzemy.
Kruszyna czuje się troszkę lepiej, nie musiałam jej podawać syropu i teraz smacznie sobie śpi. Oby w nocy nie było ekscesów.
Przestrzegam was mamuśki! Z dzieckiem pójdźcie co najmniej do dwóch pediatrów, bo mogą dziecku bardziej zaszkodzić niż pomóc. Doświadczyliśmy tego na własnej skórze.

sobota, 28 listopada 2015

Coraz trudniej.

Wykańczam się juz psychicznie. Nie dość, że muszę dokarmiać tego małego Potworka, który niedługo będzie bił rekordy w pluciu mlekiem na odległość, to jeszcze znów ma złe wyniki badań krwi, a na dodatek musimy wybrać się do neurologa.
Z racji tego, że fundusze w przychodniach już się pokończyły to musiałam wybłagać neurologa żeby nas przyjął, bo bez jego opinii nie mogą zaszczepić Juli. Na szczęście mamy pilne skierowanie i przyjmie nas, no ale ... w Katowicach. Dobre i to.
Niestety trzeba będzie zapisać się też do alergologa, bo tylko z jego zaświadczeniem pediatra może dać receptę ze zniżką na mleko.
Myszka jest coraz bardziej niespokojna, ostatnio też dlatego, że Niedźwiedź chodził przez tydzień na nocki. Nie chciała w nocy spać, prawie cały czas płakała. Niedźwiedź tylko wraca z pracy i ona idzie spać. Ach, Córeczka Tatusia.
W przyszłym tygodniu znów idziemy na pobranie krwi i jeśli dobrze pójdzie to 9.12 będzie w końcu szczepienie.
Boli mnie to, że jest tyle razy kłuta, bo za każdym razem jest coś nie tak. Mam nadzieję, że po szczepieniu będzie już z górki.
Mimo nerwów, płaczu, smutku i zmęczenia kocham ją nad życie. Ta cudowna istotka rozjaśnia nasze życie każdego dnia coraz bardziej. Jej uśmiech rozwiewa wszystkie zmartwienia.
Muszę się pochwalić, bo Jula ostatnio coraz więcej gaworzy, cudownie tak ją słuchać. Bardzo często siedzimy wszyscy razem i rozmawiamy sobie na Julkowe tematy.


piątek, 20 listopada 2015

Cóż.

Wczoraj rano pobrano krew Myszce. Później wybraliśmy się do ginekologa i jeszcze do sklepu. Nie chciałam już jej męczyć i znów brać do przychodni, bo i tak nie wiadomo ile ma tych krwinek. Jestem wściekła na siebie, że nie potrafię jej pomóc. Bezradność bierze górę.
Na szczęście Jula rozświetla wszystkie te szare i okropne dni. Jej uśmiech i radość łapie za serce.
Dziś kończy już 3 miesiące. Nie wiem kiedy to minęło. Mam wrażenie jakby urodziła się dopiero kilka dni temu. Kochamy ją nad życie i z każdym dniem coraz mocniej. Nie mogę się doczekać aż zacznie się śmiać.

środa, 18 listopada 2015

Pod górkę.

Właśnie wróciłyśmy z przychodni. Wyniki badań krwi nie pozwoliły na szczepienie. Jutro morfologia do powtórzenia i jeśli będzie lepiej to szczepimy.
Jula dalej za mało przybiera na wadze, przez to nie ma siły na ćwiczenie kręgosłupa. Jeśli przez tydzień waga się nie poprawi to niestety będziemy musieli ją dokarmiać. Martwi mnie to, bo może być troszkę opóźniona w rozwoju. Na szczęście psychicznie rozwija się książkowo. Zostałyśmy pochwalone za lepszy wygląd skóry. Wszystko dzięki temu, że dostaje Fenistil i jest smarowana Cetaphilem MD Dermoprotektor.
Co się polepszy to co innego musi być nie tak. Zawsze pod górkę, na szczęście jestem zdeterminowana i nie odpuszczę. W końcu walczę o zdrowie mojego małego Skarba.
Jutro mam urodziny, a tyle wizyt u lekarzy. Nie będzie czasu nawet na to, żeby usiąść. Pewnie zapomnę całkowicie o tych urodzinach, no chyba, że Niedźwiedź mi przypomni.
Nie wolno mi się załamać. Nie dam się!