środa, 1 czerwca 2016

Krótko i na temat.

Dziś była kontrolna wizyta u nefrologa. Udało nam się trafić tak, że byliśmy pierwsi w kolejce.
Wszystko jest w porządku, Lula ma wszystko zdrowe i kolejną wizytę kontrolną mamy w sierpniu. Oby dalej było dobrze.
Teraz Jula jest usypiana na drzemkę, ale jak zwykle zamiast spać to są wygłupy.

poniedziałek, 30 maja 2016

Dół.

Czasem zastanawiam się co mogłabym zmienić w swoim życiu, bo gdy widzę (np na instagramie) jak wszyscy są cudowni, mają się świetnie, a ich życie jest idealne to najzwyczajniej w świecie zazdroszczę.
I teraz jest jedno wielkie przemyślenie - co mogłabym zmienić w swoim życiu żeby czuć się idealnie (idealnie to może za dużo powiedziane - niech będzie ... dobrze). Dziecko mam cudowne, co tu więcej mówić, każda mama wie o co mi chodzi (a jak nie jesteś mamą to wiedz, że każde dziecko jest cudowne dla swojej mamy). Męża też mam świetnego, chociaż muszę go jeszcze podszkolić w pewnych sprawach ... (nie w tych zboczuchy ��). No i teraz jest pod górkę.
Mój wygląd ... Okropny. Bardzo źle się czuję w swoim ciele (z resztą jak jedna z wielu kobiet). Czas wziąć się za siebie i zrzucić zbędne kilogramy, zadbać o siebie (choć nie mam nawet czasu na pomalowanie paznokci przy tym małym rozbójniku jakim jest Lula).
Następny problem - pomysł na życie. Sama nie wiem co mam robić w swoim życiu prócz mamowania. Przydałoby się znaleźć jakieś hobby (fajnie by było jakby z tego też był zarobek).
No i oczywiście problem z brakiem zarobków (tak, tylko mężuś pracuje, bo mnie wywalono na zbity pysk - zapytaj to Ci opowiem).

Tak ogólnie to przydałaby się jakaś wygrana w totka (każdy tak mówi).

Cóż, moje życie chyba nigdy nie będzie na tyle dobre żeby mnie zadowolić.

Dobranoc.

piątek, 25 marca 2016

Zaraz Wielkanoc.

Znów nie uzupełniłam braków w blogu. Czas zrobić to teraz.
Jula niedawno skończyła 7 miesięcy i oczywiście im starsza tym większe urwanie głowy.
Zaczęło się od choróbska. Rozchorowała się bidulka i trzeba było rozpocząć wielkie leczenie. Inhalacje, leki i płacz. Ból gardła i okropny kaszel nie chciały odpuścić. W końcu po dwóch tygodniach udało się pożegnać choróbsko, ale ... tylko u Juli. Razem z nią chorował Niedźwiedź przez prawie miesiąc. Mnie też musiało złapać. Na szczęście już mamy spokój.
Tak jak planowaliśmy, byliśmy u nefrologa. Układ moczowy bez zarzutów. Za to Pani doktor stwierdziła, że Jula jest przeraźliwie chuda. Fakt, przez chorobę schudła, ale przecież to normalne. Zrobiono jej kompleksowe badania krwi. Niestety nie obeszło się bez pobierania z główki. Serce mnie bolało jak patrzyłam na to i słuchałam jej płaczu wołającego o pomoc. Musiałyśmy to przeboleć. Wyniki ku zaskoczeniu Pani doktor są idealne. W końcu mamy spokój od gadania innych, że pewnie na coś chora, bo taka chuda. Na tą chwilę waży 6 kg. Taki już jej urok! Kocham ją taką jaka jest. Jakby była pulpecikiem kochałabym ją równie mocno. Dla mnie nie ma różnicy czy jest chuda, gruba, długa, czy krótka. Dla mnie zawsze będzie najpiękniejsza i najkochańsza. Nie zamieniłabym tych chwil spędzonych z nią (nawet jeśli te chwile wiele razy były spędzane u lekarzy). Tak więc wizytę kontrolną u nefrologa mamy 1 czerwca.
Dwa tygodnie temu Potworkowi wyszedł pierwszy ząbek, a kilka dni później drugi i chyba do wyjścia szykują się kolejne.
Jula mówi już 'tata' nie tylko jak woła Niedźwiedzia, ale też jak się ją poprosi. Tatuś jest bardzo dumny i wszystkim się chwali. Ja też jestem bardzo dumna, w końcu to mój mały Skarb.
Mieliśmy na Wielkanoc jechać do mojej mamy, ale niestety to nie wypaliło, bo Niedźwiedź nie dostał wolnego. Ma nocki i oczywiście nikogo na zastępstwo. Szkoda, bo już tak się cieszyłam, że w końcu zobaczę swoją rodzinkę. Cóż, tak musiało być i zostaniemy w domu.

piątek, 5 lutego 2016

Wielka ulga.

Po długiej nieobecności czas nadrobić.
Tak więc po antybiotykoterapii infekcja minęła, a po bakterii ani śladu. Jula została zaszczepiona, hematolog odwołany. Teraz tylko czekamy na wizytę u nefrologa. Oby było wszystko w porządku.
Walentynki spędzone rodzinnie. Było świetnie.
Moje postanowienie od dziś. Wyrzucenie słodyczy z jadłospisu. Ciekawe jak długo wytrzymam. Oby jak najdłużej!

poniedziałek, 1 lutego 2016

Dość.

Urwanie głowy. Prawie dwa tygodnie temu dowiedzieliśmy się, że Jula ma bakterię E.Coli w moczu i infekcję układu moczowego. Antybiotyk ... Nefrolog dopiero w połowie marca ... Brak mi już sił, nie potrafię zebrać myśli do kupy. Jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że ma wrodzoną wadę układu moczowego i jest refluks przez to. Zazwyczaj z tego powodu bierze się ta bakteria w moczu. Takie jest przypuszczenie pediatry, ale tylko nefrolog będzie mógł nam pomóc.
W sobotę Jula dostała ostatnią dawkę antybiotyku, który miałam podawać 10 dni. Przez te 10 dni bardzo się zmieniła, stała się nerwowa, płaczliwa i senna. Probiotyk cały czas jej daję. Boję się, że antybiotyk ją wyniszczył na tyle, że coś może być nie tak. W środę idziemy do pediatry po skierowania na badania. Jestem ciekawa czy ta infekcja przeszła.
Jest tyle zmartwień, że powoli nerwy puszczają, do tego problemy finansowe. Nic tylko usiąść i płakać.
Tego dnia, gdy dowiedzieliśmy się co z Julą skończyła 5 miesięcy. Jest coraz bardziej rozumna, układa sobie dwusylabowe słowa, choć nieświadomie to gdy jest smutna woła 'mama'. Jest naprawdę cudowna zwłaszcza gdy się zawstydza. To takie urocze. Jak biorę ją na ręce to się wtula. Uwielbiam to.
Nie ma co się rozpisywać, czas wracać do rzeczywistości i zająć się wszystkim co trzeba.

środa, 13 stycznia 2016

Nareszcie!

Dzisiejsza wizyta u pediatry świetna. Jula ma czyste płucka i ładne gardło. Zostałyśmy pochwalone za skórę i za duże postępy w rozwoju. Waga też nie jest taka zła, bo 5,5 kg. I teraz najważniejsze - jutro idziemy pobrać krew zobaczyć jak tam płytki krwi, a we wtorek w końcu na szczepienie. Stwierdzono, że możliwe, że Myszka juz tak po prostu ma. Oby.
25 stycznia alergolog
22 lutego hematolog
23 lutego USG bioderek.
Jeszcze neurolog do umówienia.
Aż się boję. Brrr.

piątek, 8 stycznia 2016

Brak czasu.

Ostatnio jakoś tak brakuje mi na wszystko czasu.
Po tej przerwie świątecznej i zagmatwanym tygodniom ze świętami czas na załatwianie lekarzy dla Kruszyny. Aż mnie krew zalewa na myśl o użeranie się z niemiłymi babeczkami w rejestracji. Ale cóż, czego się nie robi dla najbliższych.
Myszce powoli przechodzi ten nieszczęsny katar (była przeziębiona w Sylwestra). Może w końcu zacznie więcej jeść.
Kupiliśmy też łóżeczko, bo kołyski nienawidziła. Teraz przyzwyczajamy do osobnego spania. Całkiem dobrze jej to idzie, chociaż nad ranem chce już do naszego łóżka. Ale i tak jestem z niej dumna.

niedziela, 3 stycznia 2016

Podsumowanie roku.

Ten rok tak szybko minął, ale wiem jedno - to był najlepszy rok w moim życiu. Mam nadzieję, że następne lata też takie będą.
Było dużo niepewności, strachu, ale jeszcze więcej miłości. Nasz ślub i narodziny Julii to najpiękniejsze doświadczenia jakie mogły mnie spotkać.
Doceniłam kruchość naszego życia, jak ważne jest zdrowie i ile bym zrobiła żeby moi najbliżsi to zdrowie mieli.
Przede wszystkim nasz maleńki Skarb - Julia. Ona jest teraz dla nas najważniejsza, a jej zdrowie jeszcze bardziej. Chciałabym żeby zakończyły się już te ciągłe problemy, badania, niepewność. Chciałabym żebyśmy w końcu zaznali spokoju i mieli o jeden wielki problem mniej.
Nie wiem jak opisać ten rok, mogę jedynie powiedzieć, że był pełen emocji, cudowny i bardzo trudny. Wiele nowych doświadczeń, wiele upadków, ale jeszcze więcej wzlotów.
Mam nadzieję, że ten rok będzie jeszcze lepszy.

niedziela, 27 grudnia 2015

Wybaczcie.

Myślę, że odpowiedni post pojawi się w sylwestra lub dzień później w celu podsumowania całego roku.

czwartek, 17 grudnia 2015

Nadzieja za nadzieją.

Aż nie wiem co napisać, bo jestem tak rozbita. W poniedziałek pobieraliśmy krew Kruszynie, dziś znowu. Ona się tym męczy, a my razem z nią. Najgorsze jest to, że gdy przyglądamy się tym wynikom morfologii to wszystko jest praktycznie takie samo. Praktycznie nic się nie zmienia, to są 'groszowe' różnice. I w tym problem ... W niedługim czasie będziemy załatwiać wizytę u hematologa. Może on rozwiąże nasz problem. Może w końcu dowiemy się co podwyższa ilość tych płytek krwi i może w końcu dostaniemy pozwolenie na zaszczepienie Myszki.
Widać po niej, że ma już dość. Okazuje sporo nerwów, pewnie też przez to, że my się stresujemy.
Dziś znów się ważyliśmy, Jula oczywiście dalej jest poza dolną granicą siatki centylowej. Kaszkę dostaje codziennie już od tygodnia, a w wigilię zje przy wigilijnym stole swoją pierwszą marcheweczkę. Już nie mogę się doczekać.
Mimo to jest naprawdę wesołym dzieckiem. Tydzień temu pierwszy raz zaśmiała się, śmiała się razem z nami. Mało brakowało żebyśmy się popłakali ze szczęścia. Kolejną nową umiejętnością Kruszyny jest puszczanie baniek ze śliny i plucie nią w trakcie 'mówienia'. Coraz więcej z nami 'rozmawia', z radości macha rączkami i nóżkami. Łapie się również za nasze palce i próbuje się podnieść do pozycji siedzącej.
Cudownie patrzeć jak ta nasza Myszka tak świetnie sobie radzi i rozwija się prawidłowo.